Kryzys w Polsce? Tak, ale made in Poland.
Dla wnikliwego obserwatora naszej sceny społeczno-gospodarczej, rządowa zapowiedź podwyżki stawek podatku VAT (tuż po wyborach) nie jest żadnym zaskoczeniem. Pomińmy polityczno - kalendarzowe konotacje tej decyzji. Obecna dyskusja nad naprawą finansów państwa, ograniczona jest do sfery makro gdzie mówi się: obcinać tu, podwyższyć tam, przedłużyć tu, skrócić w tym miejscu, zwiększyć w innym, itd. Rządowi eksperci uważają, że podwyższenie podatków, a zwłaszcza VAT o jeden punkt procentowy spowoduje że dochody budżetowe wzrosną o około 5 miliardów złotych, i że będzie to wystarczającym zabiegiem, aby zażegnać kryzys. Kwota ta, stosunkowo niewielka, ma pozwolić na zachowanie deficytu budżetowego w tzw. bezpiecznych granicach. Ma też nas uchronić przed “greckim’’ czy też ,,hiszpańskim’’ scenariuszem. Nie wdając się w głębszą dyskusję nie mogę jednak nie dodać, że bez reform po stronie wydatków, na dłuższą metę, wspomnianych scenariuszy nie da się wykluczyć. Tym bardziej historia Polski po 1989 roku pokazuje, że żadna partia polityczna nie była i nie jest gotowa do wykonania tych bardzo potrzebnych reform. Teraz dochodzimy do kumulacji tych zaniechań i może to mieć katastrofalny skutek dla Polski.
Bardziej niepokoi mnie sytuacja na poziomie mikro. Tu podwyżka VAT-u może mieć bardziej przykre konsekwencje. Trzeba bowiem pamiętać, że sytuacja dających ponad 65 proc. PKB małych i średnich przedsiębiorstw w Polsce już dziś jest często bardzo trudna ze względu na brak przede wszystkim kapitału obrotowego. Według raportu NBP opublikowanego na przełomie czerwca i lipca, banki zaostrzają politykę kredytową w stosunku do małych i średnich przedsiębiorstw, rosną koszty i zobowiązania, co prowadzi do utraty płynności finansowej przez wiele firm. Jak pokazują różne badania, w takiej sytuacji przedsiębiorstwa w pierwszej kolejności przestają regulować zobowiązania wobec innych podmiotów, potem ZUS i szeroko rozumianego budżetu, w tym i VAT. Później upadają i - tu koło się zamyka - budżet zamiast zyskać traci!. Na zasadzie efektu domina może dojść do kryzysu „made in poland’’. Obawiam się, że taki scenariusz jest bardzo prawdopodobny.
Widzę wyjście z tej sytuacji jedynie poprzez ograniczenie wydatków budżetowych, zmianę w sposobie pobierania ZUS od firm, a zwłaszcza tych nowo powstałych, wyrównanie KRUS i ZUS, wprowadzenie budżetu zadaniowego z efektywnym poziomem zatrudnienia i co najważniejsze zmianę konstytucji, która wymusza na rządzie utrzymanie pewnych wydatków, pomimo że przestały odpowiadać obecnej sytuacji gospodarczej w Polsce. Ale to jest już bardzo trudne zadanie polityczne i pozostaje nam tylko opatrzność, by zapobiec kryzysowi w Polsce.
